| |
52 Dêbiec - ¦wiat umiera
52 Dêbiec > ¦wiat umiera
I. Z ka¿dym obrotem ziemi wokó³ s³oñca, widzê to wyra¼nie – ¶wiat ju¿ zbli¿a siê do koñca.
Coraz mniej ludzkich uczuæ w nas pozostaje, coraz wiêcej z³a do m³odych umys³ów siê przedostaje.
Brutalno¶æ po³±czona najczê¶ciej z bezmy¶lno¶ci± owocuje bezsensown± z³o¶ci±,
a moralno¶ci± zamiast serca kamieñ wypatrzone sumienie,
opisujê tylko nie liczê, ¿e cos zmieniê.
Presja otoczenia – musisz, musisz czy chcesz – byæ jak oni, wierzysz tak jak oni,
tak jak oni ¿yjesz, z dnia na dzieñ, narkotyczny sen.
Budzisz siê na nastêpny dzieñ, to nie by³ sen, tak jest dzieñ w dzieñ, to rzeczywisto¶æ, jawa,
tonami wypalana trawa, wszystko jest ok., niewinna zabawa, lecz kto¶ na stó³ wy³o¿y³ zupe³nie inne karty, teraz twarde zabawki s± w u¿yciu, a to ju¿ nie s± ¿arty.
Od wschodu do wschodu, jazda za kó³kiem bia³ego, sportowego samochodu.
Kiedy¶ nazywany „buli”, teraz chudszy od miejscowych ¿uli,
noc± wyruszasz na podbój ¶wiata, a za dnia pijesz jak szmata.
W³a¶nie tak, gnijesz, mimo ¿e nadal ¿yjesz, balansujesz na krawêdzi,
z której ³atwo mo¿esz spa¶æ w dó³, módl siê, ¿eby nowej zabawki nowej nie po³o¿yli na Twój stó³.
Ref. ¦wiat umiera, razem z naszym sumieniem, z ostatnim promieniem s³oñca, ostatnim spojrzeniem. 2x
II. Dzieñ po dniu niekoñcz±ca siê opowie¶æ, s³uchaæ strza³y, syreny, p³acz, rozpaczliwe krzyki,
obdrapane kamienice, baraki wype³niaj± m± dzielnicê.
Ma³e dzieci chowane przez ulicê, gdzie¶ wieczni najebani ich rodzice, brat w wiêzieniu,
siostra dawno zwia³a z bogatym fagasem.
W brzuchu burczy nieustanna walka z czasem, od pierwszego do pierwszego,
pusta kieszeñ i lodówka, w ¶rodku pustego pokoju migaj±ca jarzeniówka,
a tu¿ pod ni± czterolatek, w ubraniu zszytym z szmatek, stoi i spogl±da wielkimi oczami,
grzebie w buzi brudnymi palcami.
W ciszy s³ychaæ jego oddech ciê¿ki jak ze stali, zmêczony i samotny bez ciep³a i mi³o¶ci,
uwiêziony w krêgu przyt³aczaj±cej ciemno¶ci.
Jego matka chcia³a uciec od ciê¿kiego ¿ycia, lecz alkohol to nie miejsce do ukrycia (echo).
Co mam my¶leæ patrz±c na takie obrazy ,tak przejrzyste niczym wyjête z koszmaru,
jednak bardzo rzeczywiste i co zrobiæ, kiedy widzê dziecko ton±ce w krzyku
lub znajdujê noworodka na ¶mietniku.
Jak mam nazwaæ kogo¶, kto katuje w³asne dziecko bez powodu,
nie daje mu niczego oprócz cierpienia i g³odu.
Szukasz usprawiedliwienia, mówisz mi, ¿e nic siê nie zmienia,
sam mia³e¶ takie dzieciñstwo, teraz powtarzasz to samo ¶wiñstwo.
Pytasz mnie jak cz³owiek przegrany na starcie, mo¿e znale¼æ ¿yciowe oparcie.
Kiedy¶ wierzy³em, ¿e mo¿e, ale teraz ju¿ nie wierzê,
bo kiedy Ty mi mówisz cz³owiek, ja s³yszê zwierzê i jak rzeczywi¶cie nic na lepsze siê nie zmienia.
To w XXI wieku wszyscy zapomn± o cz³owieku.
Ref. ¦wiat umiera...
III. Co wieczór k³adê siê na plecach i patrzê jak krêci siê ¶wiat na brudnych interesach,
ch³odzi boki metalowych krat.
Tu ginie wróg, tam ginie brat, spogl±dam na b³êkitn±...
|
|
| |
|